ZEBRANIApartyjne w 2009r. odbywać się będą w każdą ostatnią niedzielę miesiąca o godz. 17:00 w sali PCK przy ul. Limanowskiego 24. Na zebrania zapraszamy członków i sympatyków naszej partii. |
Dnia 17 grudnia (sobota) o godz. 16.00 w siedzibie przy ul. Włościańskiej 1, odbędzie się doroczne spotkanie wojewódzkie RACJI Polskiej Lewicy.
Podczas spotkania nastąpi podsumowanie działalności wojewódzkiej organizacji partyjnej oraz określenie głównych zadań do działalności w 2012 r.
W spotkaniu uczestniczyć będzie poseł Ruchu Palikota Andrzej PIĄTAK, który przedstawi informację o działalności klubu poselskiego oraz przedstawi propozycje współpracy w przyszłym roku.
Liczymy na niezawodny udział wszystkich członków oraz sympatyków naszej organizacji.
SEKRETARZ RADY WOJEWÓDZKIEJ Zbigniew Goch
PRZEWODNICZĄCY RADY WOJEWÓDZKIEJ Tadeusz Szyk
Inicjatywa RACJI Polskiej Lewicy o utworzeniu koalicyjnego komitetu wyborczego ujrzała światło dzienne w drugiej połowie sierpnia ubiegłego roku. Była uzasadniona, wsparta argumentami i zawierała propozycję szyldu komitetu: RACJA i SOCJALŚCI. Skierowaliśmy ją do ówczesnych partnerów z Kongresu Porozumienia Lewicy, czyli ROG, PPS oraz dodatkowo pod adresem Unii Pracy i Młodych Socjalistów. Jednak przez kolejne siedem miesięcy ostatecznie nie porozumieliśmy się, co do wspólnego udziału w wyborach do PE.
W końcowym etapie rozmów byliśmy w wąskim gronie tylko trzech organizacji: RACJI, PPS i Młodych Socjalistów. Już prawie powołaliśmy koalicję, już zapowiedzieliśmy ten fakt w zaprzyjaźnionych mediach, już rozpoczęliśmy rozmowy o organizacji wyborów, już wszyscy zainteresowani czekali na finał "narodzin" i rozpoczęcie pracy w ramach kampanii wyborczej. A tu nic. Powody? W trakcie marszu po drodze ku szansie na mały, jednak znaczący wspólny sukces socjalistów i antyklerykałów miały miejsce różne sytuacje i epizody, w tym takie, które moim zdaniem przyczyniły się do zbłądzenia, czyli fiaska koalicji.
Na początku października ubiegłego roku, w trakcie debaty na II Walnym Zgromadzeniu Kongresu Porozumienia Lewicy można było łatwo zaobserwować, że ROG pod przywództwem prof. Pawła Bożyka, poprzez ścisły związek z posłem Adamem Gierkiem zmierza ku integracji z SLD. I nic nie wskazywało na zmianę tego podejścia w późniejszym czasie. Jednak z inicjatywy PPS czekaliśmy na ostateczną decyzję Prezydium KPL i samego ROG, co do udziału w koalicji. Negatywnego stanowiska doczekaliśmy się 17 stycznia bieżącego roku. Dało nam to, oględnie mówiąc, w plecy dwa i pół miesiąca zmarnowanego czasu. Co ostatecznie zrobił Paweł Bożyk w sprawie wyborów, wszyscy widzieli. Na początku marca zbratał się już jawnie i w świetle fleszy z SLD na Rozbracie. Czym zasłużył ostatecznie na rozbrat z RACJĄ. Spodziewam się, że podobnie zostanie potraktowany przez PPS. Tym samym idea Kongresu w formule proponowanej przez prof. Pawła Bożyka, przejdzie zasłużenie do historii.
Kilka miesięcy, które można było przeznaczyć na przygotowania do wyborów, spędziliśmy na dyskusjach o pożądanych uczestnikach koalicji, sporach o zasady doboru kandydatów na posłów, ocenę najnowszej historii Polski oraz, co się okazało brzemienne w skutkach dla koalicji, zmarnowaliśmy bezpowrotnie na wielokrotne dyskusje o nazwie komitetu. 9 marca bieżącego roku Prezydent RP zarządził wybory do PE. Po dwóch dniach były rejestrowane pierwsze komitety wyborcze. A my jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, czy powstanie trójstronne porozumienie wyborcze, z udziałem dwóch koalicjantów - PPS i RACJI oraz Młodych Socjalistów, których traktowaliśmy jako równorzędnego partnera. To była ewidentna strata czasu.
Już w połowie lutego Rada Krajowa RACJI Polskiej Lewicy oraz tydzień wcześniej Rada Naczelna PPS potwierdziły ostatecznie formułę koalicji i jej nazwę, jako SOCJALIŚCI i RACJA Polskiej Lewicy. I te dwa ostatnie słowa nazwy - "Polskiej Lewicy" stały się problemem. Rada Krajowa Młodych Socjalistów, obradująca 21 lutego, nie przyjęła ich w proponowanej nazwie komitetu wyborczego. Nasi sojusznicy z Młodych Socjalistów, realizując strategię integracji z PPS podjęli próbę przeforsowania innej, nowej nazwy KKW, a mianowicie Polska Partia Socjalistyczna i RACJA Polskiej Lewicy. Co to oznaczało dla RACJI i PPS, które w istocie miały koalicję w sposób formalny utworzyć? Musiałyby ten pomysł przyjąć jako swój, wbrew wcześniejszym zgodnym decyzjom ich rad, czyli głównych organów decyzyjnych. Pozostawiam ten fakt bez komentarza.
Ostatecznie przyjęta przez gremia kierownicze PPS i RACJĘ nazwa KKW SOCJALISCI i RACJA Polskiej Lewicy została przez Młodych Socjalistów zaaprobowana. Jednak ich stanowisko poznaliśmy dopiero w drugiej dekadzie marca. To był moment, w którym Zarząd Krajowy RACJI Polskiej Lewicy pod wpływem różnych nowych okoliczności, w tym opóźnienia przez Młodych Socjalistów momentu akceptacji nazwy komitetu, podjął ponownie dyskusję o celowości udziału partii w koalicji. Udział w wyborach zanegowano, a Rada Krajowa partii 21 marca, po burzliwej dyskusji, tę decyzję zaaprobowała. Oznaczało to, że RACJA Polskiej Lewicy nie będzie czynnie uczestniczyć w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Część politycznych skutków tej decyzji, jest znana większości obserwatorów pozaparlamentarnej sceny politycznej.
Co zaważyło na negatywnej opinii kierownictwa RACJI Polskiej Lewicy w sprawie udziału w wyborach? Przesłanek było kilka. Czynnikiem zniechęcającym do koalicji był sposób i tempo w jakim dochodziliśmy z partnerami do wspólnych ustaleń. Zwłoka w dążeniu do ostatecznego porozumienia, zabrała nam tak ważny argument, jakim był dłuższy czas na przygotowanie się do wyborów, czynnik ważny dla partii o ograniczonym potencjale kadrowym, logistycznym i finansowym. Należy dodać, że nie dostrzegaliśmy także przypływu energii i wzrostu zaangażowania w organizację wyborów u potencjalnych uczestników koalicji, w ich własnych szeregach. Wszystko przemawiało za tym, że to RACJA wzięłaby na siebie główny ciężar pracy, a co istotne, byłaby odpowiedzialna za przygotowanie koalicji do wyborów od strony organizacyjnej i finansowej. Pozostawiam bez odpowiedzi pytanie: czy byłaby również beneficjentem tego zaangażowania?
W ostatnim okresie, co nie było bez wpływu na decyzję w sprawie wyborów, w RACJI rozgorzała dyskusja, jak w dalszej przyszłości i w trakcie nadchodzącej kampanii, w komunikatach i przesłaniu do wyborców akcentować główne idee i wartości, wynikające z celów i programu partii. Jak rozłożyć akcenty? Co propagować przede wszystkim? Czy nieść na sztandarze i zawrzeć w przekazie wyborczym głównie antyklerykalizm, najważniejszą ideę RACJI, dla której jest coraz lepszy klimat społeczny, czy też w ramach komitetu wyborczego do PE forsować inne aspekty programu partii, bo dla otwartego antyklerykalizmu nie było entuzjazmu wśród potencjalnych koalicjantów. I bylibyśmy w tym względzie skazani na samotność, albo gorzej: skutkiem będzie w pewnym sensie izolacja partii.
W takich warunkach czynny udział w wyborach do PE mógłby stać się dla RACJI drugim wąwozem termopilskim, a Jan Barański byłby, z uwzględnieniem skali problemu i poniesionych strat oraz oddaniem szacunku wielkiemu królowi Sparty, drugim Leonidasem. Nikt nie lubi iść na przegraną wojnę, jeśli nie musi. Ja też. Rada Krajowa RACJI Polskiej Lewicy, w świetle wszystkich okoliczności, zwłaszcza tych z ostatnich tygodni, podjęła racjonalną decyzję, dystansując się od wyborów do PE. Przecież są następne, do których można podejść inaczej. Wtedy partia spożytkuje także doświadczenia z wyborów obecnych. Istotne jest to, czy wyborca o lewicowych zapatrywaniach, przy mnogości zarejestrowanych komitetów, znajdzie miejsce do ulokowania swoich sympatii i oddania głosu z przekonaniem, że postąpił właściwie. Jedno jest pewne: wyborca-antyklerykał, a tych w Polsce coraz więcej, nie znajdzie partii, na którą chciałby głosować.
Honor i elementarna przyzwoitość obowiązują także na terytorium polityki. Sprzeniewierzył się temu profesor Paweł Bożyk podpisując, bez uzgodnienia z członkami Prezydium Kongresu Porozumienia Lewicy i nie mając do tego żadnego umocowania, porozumienie wyborcze. W tej sytuacji Rada Krajowa RACJI Polskiej Lewicy podjęła w sobotę uchwałę o wystąpieniu z KPL.
Marginalizacja w ramach Sojuszu Lewicy Demokratycznej czy próba wybicia się na samodzielność? Przed takim pytaniem stanęli uczestnicy II Kongresu Porozumienia Lewicy. Spór o przyszłość inicjatywy jest dość silny. Zdaniem RACJI PL jedyną szansą lewicy pozaparlamentarnej jest stworzenie własnego komitetu wyborczego. Z kolei zdaniem m.in. Marka Dyducha - współpraca z SLD. Zachęcamy do obejrzenia galerii zdjęć ze spotkania.
Dwie wizje przyszłości Kongresu Porozumienia Lewicy starły się podczas drugiego zjazdu, jaki odbył się w sobotę w Warszawie. Przewodniczący prezydium prof. Paweł Bożyk (ROG) i szef rady konsultacyjnej Marek Dyduch nie mieli wątpliwości, że trzeba startować w wyborach do Parlamentu Europejskiego razem z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Wtórował im eurodeputowany Adam Gierek, według którego potrzeba zjednoczenia całej lewicy, by mogła ona liczyć na kilka mandatów w Europarlamencie. Przeciwne zdanie miał Jan Barański, sekretarz generalny RACJI Polskiej Lewicy. Argumentował, że wspólny start z SLD tylko przypieczętuje marginalizację partii pozaparlamentarnych, a wojna o mandaty w SLD będzie tak duża, że miejsc nie wystarczy nawet dla dotychczasowych europarlamentarzystów. Wspólny start na partnerskich zasadach to idea marzenie, ale patrząc realnie, dziś to hasło, choć brzmi pięknie i atrakcyjnie, jest mirażem. - Zmienność w deklaracjach i działaniu Sojuszu Lewicy Demokratycznej przez ostatnie lata, nie zdobywała mu wielkiego poparcia. Tak jest i teraz. A co gorsza dla SLD, to poparcie nie rośnie. Jest to sygnał czytelny dla lewicy poza Sejmem. Doświadczenia wielu organizacji i dużej części środowiska lewicy poza parlamentem, skłaniają do surowej oceny dotychczasowej współpracy i uznania pomysłu o partnerskim traktowaniu sojuszników przez SLD, za iluzoryczny - stwierdził sekretarz RACJI PL. W opinii Barańskiego i prof. Marii Szyszkowskiej lewica pozaparlamentarna powinna wystartować w ramach własnego komitetu. Wizja Barańskiego najbardziej spodobała się kilkuset zgromadzonym osobom, a niekoniecznie tym, którzy usiłują powiązać KPL z SLD. - Doświadczenie pokazało, że RACJA uzyskuje dobry wynik wyborczy wówczas, kiedy startuje pod własnym szyldem - powiedział nam Barański.
II zjazd KPL to jednak nie tylko kwestie wyborcze, ale i programowe. W obliczu kryzysu ekonomicznego na światowych rynkach i upadku idei neoliberalizmu i dzikiego kapitalizmu podkreślano potrzebę powrotu do wartości socjalizmu. Przy czym nie do gospodarki odgórnie sterowanej czy wypaczeń jakie niósł PRL, ale do mądrego interwencjonizmu państwowego i na nowo zdefiniowanych relacji między państwem, przedsiębiorstwami i obywatelami. O tej potrzebie mówiła głównie prof. Maria Szyszkowska. Podkreślała jeden z warunków demokracji - neutralność światopoglądową instytucji państwowych. Jak jednak zauważyła, nie chodzi o to, by społeczeństwo było przymuszane do totalnej laicyzacji, bowiem jego siła tkwi w wieloświatopoglądowości, a wartość jaką jest demokracja umożliwia wyznawanie własnego światopoglądu. Kwestia tkwi zatem w równym traktowaniu przez władze i prawo osób o różnych światopoglądach.
DANIEL PTASZEK